Duże zamieszanie w drobnych ogłoszeniach
dodano: 16.09.2010Wysokie zarobki, świetna atmosfera, nienormowany czas pracy, a do tego wszystkiego - zero wymagań dotyczących doświadczenia. Postanowiliśmy sprawdzić co kryje się za niektórymi ogłoszeniami drobnymi.
Dla wielu osób poszukiwanie pracy oznacza mozolne wertowanie tzw. ogłoszeń drobnych. Wśród tych, które precyzyjnie określają oferowane stanowisko, wymagania i wynagrodzenie znajdują się również takie, których treść niewiele mówi o potencjalnej pracy. Można natomiast dowiedzieć się, że pracodawca jest "uczciwy", zarobki "są wysokie" a możliwości rozwoju "nieograniczone". Równie enigmatycznie ogłoszeniodawcy opisują wymagania wobec kandydata. Najlepiej żeby był "dynamiczny", "aktywny" i chciał zarabiać "na poziomie odpowiednim do swoich wyników i elastyczności czasowej". Dziennikarki serwisu GazetaPraca.pl, podając się za osoby szukające pracy, sprawdziły, jakie tajemnice maskuje lakoniczna treść ogłoszeń. Kim tak naprawdę są ogłoszeniodawcy i jakie warunki faktycznie proponują? Od razu odkrywamy pewną prawidłowość w ogłoszeniach dotyczących pracy chałupniczej. Kilka z nich proponuje "adresowanie kopert" i obiecuje "wysokie" lub "atrakcyjne" zarobki. Ogłoszeniodawcy w rozmowach telefonicznych precyzują, że chodzi tutaj o wynagrodzenie w przedziale 1000-1200 zł. Można również liczyć na bliżej nieokreśloną umowę o współpracy, bez opłaconych składek. Rozmówcy podkreślają, że można im zaufać. Firma jest uczciwa, nie tak jak inne, które pobierają pieniążki i znikają - zapewnia jeden z nich. O jakie pieniądze chodzi? Aby rozpocząć współpracę, osoba zainteresowana pracą musi wpłacić na konto firmy 25 zł (po odbyciu rozmów przekonaliśmy się, że taka stawka to standard). Następnie drogą pocztową otrzymuje informator, często nazywany "bezpłatnym". Dopiero wtedy może podpisać umowę. Żaden z rozmówców nie był w stanie określić, na jakich zasadach funkcjonują ich firmy i na czym tak na prawdę zarabiają. Wielu ogłoszeniodawców szuka kobiet do sesji zdjęciowych. Rozmawialiśmy z właścicielem firmy, który tak sprecyzował wymagania: "puszyste i o kobiecych kształtach, 18-35 lat, różne typy urody". Kandydatki miałyby prezentować bieliznę, oczywiście w zamian za atrakcyjne zarobki. Okazuje się, że tak naprawdę kryteria dotyczące wagi, wieku i wyglądu są umowne, a cała sprawa dosyć złożona:Wie pani, realizujemy zamówienia na rynek amerykański, do tamtejszych magazynów i serwisów internetowych. Próśb o zdjęcia w bieliźnie nie ma zbyt wiele, jak pani nie chce się rozebrać, to mogę mieć bardzo mało propozycji - tłumaczy ogłoszeniodawca i proponuje, że sam oceni walory naszej dziennikarki. Chce się spotkać "gdzieś na mieście". Pytany o zarobki, długo nie jest w stanie określić kwoty. W końcu dowiadujemy się, że za godzinę pozowania płaci od 100 do 200 zł. Treść wyżej wymienionych ogłoszeń w zasadzie od razu wzbudza podejrzenia. Przeglądając gazety trafiliśmy jednak na takie oferty, za którymi mogła kryć się atrakcyjna praca. Po rozmowach telefonicznych umówiliśmy się na bezpośrednie spotkania. Następnie postanowiliśmy sprawdzić oficjalne stanowisko firm - zadzwoniliśmy ponownie, podając prawdziwą tożsamość. Długopis za serce, a może serce za długopis? "Miła atmosfera, dobre wynagrodzenie gotówką, tygodniówki". To cała treść ogłoszenia. Plus, obowiązkowo, numer telefonu. Czytam kolejny raz, ale nadal nie wiem, co miałabym za tę tygodniówkę robić. Umawiam się więc na spotkanie. Siedziba firmy mieści się w jednej z bocznych uliczek na Starym Mieście w Warszawie. Przed ciekawskimi chronią ją dwa domofony. Drzwi otwierają się niemal automatycznie, nikt nie pyta kim jestem i po co przyszłam. W kuchni, która służy za poczekalnię, siedzi już dwóch młodych mężczyzn. Patrzą w podłogę i milczą. Nie ma o czym rozmawiać, bo nikt nie wie, po co dokładnie tutaj przyszedł. Usłyszeliśmy tylko enigmatyczne hasło: "pozyskiwanie sponsorów wśród firm". Na spotkanie z panią wiceprezes mamy wejść wszyscy razem, ale ponieważ zapomniałam CV, piszę je szybko w pokoju sekretarki. Nową tożsamość wymyślam na gorąco: Katarzyna Nowicka, lat 24, absolwentka historii sztuki. Ledwo kończę spisywanie danych kontaktowych, gdy dwóch mężczyzn wychodzi z pokoju i żegna się ze wszystkimi. Spotkanie trwało najwyżej 5 minut. Teraz moja kolej. Pani wiceprezes wita mnie wątłym uściskiem pulchnej dłoni. Na ścianie pełno kolorowych, wyblakłych od słońca dyplomów. Nie widzę, co na nich widnieje. Wyglądają jak "ściana z podziękowaniami", ale jakimś trafem wszystkie są takie same. Pani wiceprezes zaczyna od krótkiego wprowadzenia. Fundacja to stowarzyszenie, ale nie do końca, bo ma działalność gospodarczą - dzięki temu omija jakieś przepisy unijne. Nic z tego nie rozumiem, nie znam się na statutach. Jej pierwsze pytanie brzmi: co jest dla mnie ważne w pracy? Odpowiadam, że atmosfera i jasne wytyczne. Dostaję plusa. Drugie pytanie dotyczy minimalnej wysokości oczekiwanych zarobków. Odpowiadam, że potrzebuję 1 800 zł netto, żeby się utrzymać. Kobieta zapisuje kwotę na moim "CV" i wyjaśnia, że zarobki kształtują się na poziomie 1 200 zł - 3000 netto. Informuje mnie, że firma podpisuje z pracownikiem umowę zlecenie ze wszystkimi świadczeniami. "Nie jest źle" - myślę. Ale to nie koniec niespodzianek! Okazuje się, że fundacja/stowarzyszenie rozwija się. Zamierzają otworzyć dwa nowe biura na terenie Warszawy i województwa mazowieckiego. Potrzebni będą ludzie do kierowania. W mojej głowie powstaje wizja kilkunastoosobowego zespołu, którym mogę dowodzić. Kobieta nie owija w bawełnę i od razu pyta, czy mogę przyjść w poniedziałek na godz. 9, na tzw. "dzień zapoznawczy". Będę towarzyszyć moim potencjalnym kolegom z pracy w ich codziennych obowiązkach, czyli chodzić od firmy do firmy i pozyskiwać sponsorów dla biednych rodzin i dzieci z domów dziecka. Jestem zaintrygowana. Pytam, jakiego rodzaju będą to spotkania, co się będzie na nich odbywało. W odpowiedzi słyszę zdawkowe "pozyskiwanie sponsorów". Ale w jaki sposób? - Po przedstawieniu prezentacji? - pytam. - Tak - potwierdza, wstaje z fotela i kieruje się do wyjścia, żegnając mnie tym samym. W poniedziałek w siedzibie firmy jestem przed godziną dziewiątą. W kuchni czeka już kobieta, która przyszła w tym samym celu i tak jak ja nadal nic nie wie. Z pokoju pani wiceprezes wychodzą kolejno pracownicy, niektórzy dostają pod opiekę nowicjuszy. Zostałam przydzielona pani Bożence. Ucieszyła się, że mam na nogach wygodne buty i zmartwiła faktem, że nie wzięłam parasola. W ręku mojej opiekunki nie widzę żadnej prezentacji, nie mówiąc już o laptopie. - Pojedziemy na Kabaty - mówi. W metrze opowiada o swoich wnuczkach, wakacjach i tym, co robiła przez całe życie, ale nie chce powiedzieć ani słowa o tym, po co właściwie jedziemy na drugi koniec miasta. - Zaczniemy tutaj, od tych firm - pokazuje mi kilka sklepów mieszczących się na parterze budynków mieszkalnych. Na pierwszy ogień idzie salon kosmetyczno-fryzjerski. - Dzień dobry paniom, jesteśmy WOLONTARIUSZKAMI stowarzyszenia "Serce za serce", zbieramy na głodne dzieci... - regułka wyuczona na pamięć w parze ze stosowną modulacją głosu... nie dają żadnego efektu. - Tydzień temu ktoś od was już tu był. O, nawet mamy długopis! - właścicielka wyciąga spod kontuaru dokładnie taki sam produkt, jaki za 5 zł przychodzi sprzedawać "wolontariuszom" stowarzyszenia. Sytuacja powtarza się w kolejnych miejscach. W międzyczasie z treści rozmów z opiekunką wnioskuję, że umowa zlecenie i zapowiedziane stałe wynagrodzenie są raczej fikcją. Pracownik dostaje tylko prowizję - 40 proc. od tego, co uzbiera na "głodne dzieci". Nowe biura, oczywiście, są w planach - od 2008 roku. Żegnam się z moją opiekunką i wracam do redakcji. Kilka dni później Dzwonię ponownie do stowarzyszenia. Tym razem oficjalnie. Na początku próbuję się dowiedzieć, jaki jest odzew na ogłoszenie i ile osób faktycznie przychodzi na tzw. dzień zapoznawczy. Pani wiceprezes, która osobiście prowadzi rozmowy z kandydatami, nie potrafi udzielić odpowiedzi. Padają określenia "różnie", "to zależy" i "ciężko powiedzieć". Wie natomiast, dlaczego treść ogłoszenia jest tak lakoniczna i nic z niej nie wynika. - Ogłoszenia są drogie, a my szukamy pracowników na różne stanowiska, dlatego wolimy uogólniać - twierdzi. Koszty faktycznie mogą być wysokie, skoro nabór prowadzony jest co tydzień. W końcu poruszam kwestię sprzedaży akwizycyjnej długopisów i planów rychłego rozwoju stowarzyszenia. - Wszystko jest przecież jasne, czego pani nie zrozumiała? Mówiłam, że dzień poglądowy polega na towarzyszeniu naszym pracownikom w terenie. I nikomu nie obiecywałam pracy w biurze, dzieliłam się tylko naszymi planami na przyszłość. Mamy je odkąd istnieje stowarzyszenie.
Aktualności
więcej-
W blasku munduru – tradycje bali oficerskich w dwudziestoleciu międzywojennym
- Weekend za pół ceny w Zamościu – sprawdź ofertę i mapę partnerów
- Weź udział w XXX Międzynarodowym Biennale Fotografii „Zabytki"
- 87. rocznica bitwy pod Wytycznem. Przeżyjmy razem żywą lekcję historii z Nadbużańskim Oddziałem Straży Granicznej
- Dzięki obywatelskiemu zgłoszeniu policjanci ujawnili dwa psy przetrzymywane w złych warunkach
- 46. Zamojskie Dni Muzyki
- Wciąż poszukujemy zaginionych Jacka Jasinę oraz Zbigniewa Nizioła. Każda informacja może pomóc!
- Powstaje kalendarz Zamościa na 2027 rok. Zdjęcia zostaną wybrane w konkursie
Komentowane Aktualności
- 46. Zamojskie Dni Muzyki (1)
- Rondo do przebudowy. Będzie bezpieczniej i bardziej zielono (2)
- Duże utrudnienia w ruchu w Zamościu. Fragment ulicy Peowiaków zostanie zamknięty (2)
- ROADPOL SAFETY DAYS 2026 - Bezpieczeństwo zależy również od Ciebie (1)
- Głosowanie na nowe logo promocyjne Miasta Zamość (2)
- Wyniki głosowania internetowego w konkursie na nowe logo promocyjne Miasta Zamość (2)
- Zamość na Okrągło 2026 (5)
- Media bez wyboru (72)
- Stanowisko KMP Zamość dotyczące ,,pewnego artykułu" (36)
- Stanowczy sprzeciw (34)
- Nowe zasady bezpieczeństwa (32)
- Po 27 latach pracy ze stanowiskiem rozstał się dr hab. n. med. Andrzej Kleinrok (28)
- Licznik długu miasta Zamościa na schodach ratusza (27)
- 1163 nowe przypadki zakażenia koronawirusem na terenie województwa lubelskiego (23)
Komentowane TV
- XXXI sesja Rady Miasta Zamość (1120)
- Dziękuję i życzę (1687)
- 19-latek wjechał w tył fiata (1)
- Pijany 63-latek wjechał w zaparkowane auta (3)
- Nowe ambulanse dla Zamościa (5)
- Zderzenie roweru z ciężarówką (3)
- 28-latek wymusił pierwszeństwo (2)
- Dziękuję i życzę (1687)
- XXXI sesja Rady Miasta Zamość (1120)
- LXX Sesja Rada Miasta Zamość (1013)
- VI Sesja Rady Miasta Zamość (1007)
- IV Sesja Rady Miasta Zamość (990)
- XII Sesja Rada Miasta Zamość (884)
- X Sesja Rada Miasta Zamość (883)
Inne informacje
Nietrzeźwy wjechał tirem na teren przejścia granicznego. Został wydalony z Polski
dodano: 22.09.202659-letni obywatel Ukrainy, który w stanie nietrzeźwości kierował ciężarowym Volvo, został wydalony z Polski. W takim stanie wjechał na teren przejścia granicznego. Tam funkcjonariusze wyczuli od niego alkohol i wezwali na miejsce policjantów. Zgodnie z obowiązującym prawem cudzoziemcy łamiący przepisy muszą liczyć się nie tylko z odpowiedzialnością karną, ale także z możliwością deportacji. Tak właśnie zakończył się pobyt tego mężczyzny na terytorium naszego państwa.
Zobacz materiałEmerytura z Niemiec? ZUS zaprasza na porady
dodano: 02.09.2026Pracowałeś albo pracujesz w Niemczech? Pobierasz z Niemiec emeryturę lub rentę? Zakład Ubezpieczeń Społecznych i jego niemiecki odpowiednik zapraszają do Lublina na dni poradnictwa emerytalno-rentowego. Są jeszcze wolne miejsca. To jedyna taka okazja.
Zobacz materiałNietrzeźwy rowerzysta był poszukiwany listem gończym
dodano: 08.09.2026Patrol ruchu drogowego zamojskiej jednostki na jednej z ulic miasta zatrzymał do kontroli 42-letniego rowerzystę. Okazało się, że cyklista w organizmie miał ponad 2 promile i dodatkowo był poszukiwany listem gończym. Mężczyzna trafił do zakładu karnego, gdzie będzie odbywał zaległą karę pięciu miesięcy pozbawienia wolności za przestępstwo przeciwko wolności.
Zobacz materiałTrzymiesięczny areszt dla zatrzymanego „odbieraka” w sprawie oszustw metodą „na policjanta”
dodano: 22.09.2026Policjanci wydziału kryminalnego zamojskiej Policji prowadzili wzmożone działania przeciwko oszustom metodą „na policjanta” na terenie miasta. W wyniku działań operacyjnych i na podstawie ustaleń własnych policjanci zatrzymali 20-latka, który w procederze pełnił rolę tzw. „odbieraka”. Od oszukanej 89-latki podejrzany odebrał pieniądze w kwocie ponad 230 tys. zł, a od innego starszego małżeństwa z terenu miasta wyłudził ponad 67 tys. zł. Zebrane w sprawie materiały dowodowe pozwoliły na przedstawienie 20-latkowi zarzutów oszustwa w stosunku do mienia znacznej wartości. Przestępstwo to zagrożone jest karą do 10 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na okres 3 miesięcy.
Zobacz materiał
Wasze komentarze (0)