zamosc.tv

Prezydent Niemiec załatwił emeryturę bankierowi rasiście

dodano: 16.09.2010

Urzędnicy prezydenta Niemiec negocjowali z bankowcem rasistą jego dobrowolne odejście z zarządu Bundesbanku. Teraz prezydent ma kłopoty.

Thilo Sarrazin Fot. REUTERS/FABRIZIO BENSCH

Los Thilo Sarrazina wydawał się przesądzony po tym, jak wywołał on skandal swą książką "Niemcy  wykańczają się same", w której przestrzega przez zalewem muzułmańskich imigrantów i twierdzi, że są oni leniwi, mało inteligentni a mnożą się tak, że mogą zdominować Niemcy. Zarząd Bundesbanku postanowił rozstać się z Sarrazinem, ale zgodnie z prawem decyzję tę musiał zatwierdzić prezydent Christian Wulff. Ten, choć potępiał Sarrazina, to z decyzją zwlekał. Aż w zeszłym tygodniu Sarrazin niespodziewanie zrezygnował sam. Wyrzucanie Sarrazina było prezydentowi nie na rękę, bo choć tezy bankowca oburzały elity polityczne, to bronił go co drugi Niemiec. Prezydent nie palił się więc do podjęcia niepopularnej decyzji, a jego otoczenie zapewniało, że nie wywierał na nikogo nacisku, a tylko mediował między stronami. Przeczą temu wczorajsze ustalenia "Frankfurter Allgemeine Zeitung", z których wynika, że trzech ludzi prezydenta negocjowało z adwokatem bankiera warunki odejścia Sarrazina z Bundesbanku. W trzygodzinnych rozmowach nie brali udziału przedstawiciele Bundesbanku. Według "FAZ" prawnik Sarrazina żądał, by bank wycofał wniosek o dymisję oraz zarzut, że bankowiec wzywa do dyskryminacji obcokrajowców, oraz by przysługiwał mu pełny dodatek do emerytury - w sumie ma dostawać 10 tys. euro miesięcznie. Warunki zostały przyjęte, został też wspólnie zredagowany komunikat dla prasy, który miał ogłosić zarząd Bundesbanku. Tymczasem jego przedstawiciele szczegóły ugody poznali dzień później i zaakceptowali ją bez sprzeciwu. Sam Sarrazin mówi, że odszedł dobrowolnie, by nie robić prezydentowi kłopotów. - Jestem obywatelem państwa i przez lata byłem sługą państwa. Nie chciałem nikogo wprowadzić w sytuację bez wyjścia - tłumaczył. Według wielu prawników wydanie kontrowersyjnej książki to za mało, by zwolnić członka zarządu banku centralnego. Sarrazin mógłby więc odwołać się od decyzji Wulffa w sądzie pracy i zapewne by wygrał.

Oceń news:
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Podpis / Pseudonim

Treść komentarza

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Prosimy o kulturalną dyskusję. Cały regulamin tutaj.