zamosc.tv

Nie podsłuchasz urzędu…

dodano: 23.09.2015

Nie podsłuchasz urzędu za sprawą niedużego urządzenia, które urzędnicy zakupili w grudniu ubiegłego roku. Kto podsłuchiwał urząd, tego nie wiemy. Wiemy jednak, że kreatywność urzędnicza nie zna granic. Również kreatywność technologiczna.

Nielegalne
„Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej…. podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Ten fragment artykułu 267 Kodeksu Karnego powinien odstraszać potencjalnych podsłuchiwaczy. Jednocześnie gwarantując każdemu, kto podejrzewa że jest podsłuchiwany, pomoc w wykryciu przestępcy podsłuchiwacza czy odnalezieniu urządzeń służących do podsłuchiwania. Oczywiście wszystko w ramach obowiązków nałożonych na organy ścigania. Wystarczy podejrzenie o popełnieniu przestępstwa zgłosić do prokuratury nie trzeba kupować żadnego sprzętu.
Niesamowite
11 grudnia 2014 roku przedstawiciel Urzędu Miasta zamówił w sklepie SpyShop® urządzenie o nazwie „Detektor cyfrowy 1206i”. Urządzenie, zdaniem ekspertów, służy do wykrywania najbardziej popularnych podsłuchów analogowych i cyfrowych, ale tylko tych bezprzewodowych i tylko na niewielkie odległości.
Osoba zamawiająca urządzenie nie skorzystała z zamówienia internetowego, wymagającego podania imienia i nazwiska w formularzu rejestracyjnym, dokonała tego natomiast telefonicznie. Dzięki temu zabiegowi,  na dokumentach brak nazwiska osoby zamawiającej urządzenie. Ale to nie jedyne zalety zamówienia przez telefon. Znane są przypadki, że zamawiając telefonicznie w niektórych sklepach internetowych można poprosić o zmianę nazwy przedmiotu na fakturze, z długiej na krótką lub bardziej lakoniczną. Nie wiemy czy taki zabieg miał miejsce przy tym zakupie, ale składając zamówienie na stronie sklepu na to samo urządzenie, otrzymaliśmy dokument potwierdzający zamówienie (nie była to faktura VAT), w którym urządzenie jest opisane jako „ Wykrywacz podsłuchów analogowych i cyfrowych…” a nie tak jak na fakturze dla Urzędu Miasta „Detektor cyfrowy…”. Być może są to dwa różne urządzenia, jednak kod urządzenia (59050528) jest na obu dokumentach taki sam, choć widnieje na nich inna nazwa towaru. Być może różnica w nazwie wynika z właściwości faktury VAT na której nie ma zbyt wiele miejsca na pełną nazwę urządzenia.
Wygląda na to, że nikt w urzędzie nie wie kto zamówił urządzenie. Pytaliśmy o to doradcę  Marka Gajewskiego i dyrektor Wydziału Organizacyjnego Klaudię Malec.  W obu przypadkach nie uzyskaliśmy informacji na ten temat. W sklepie, w którym zakupiono urządzenie, również nie dowiedzieliśmy się niczego o osobie zamawiającej. Warto tu dodać, że Klaudia Malec (wówczas zastępca dyrektora wydziału Organizacyjno-Administracyjnego) sprawdziła pod względem merytorycznym fakturę i to z budżetu jej wydziału pokryto koszty zakupu urządzenia, co widać na reversie załączonej powyżej kopii faktury.
Pozostaje się tylko domyślać, że albo po zmianie władzy w urzędzie panował taki bałagan, że każdy mógł zamówić przez telefon co chce na koszt podatnika, albo osoba zamawiająca urządzenie jest na tyle wpływowa, że wszyscy postanowili stracić pamięć. Tylko dlaczego, przecież to urządzenie służy jedynie do…
Nieprawdopodobne
Pytani przez nas pracownicy Ratusza, zgodnym chórem twierdzą, że urządzenie to służyło do pomiaru natężenia dźwięku podczas miejskich imprez. Zresztą nie mogą inaczej twierdzić. Przecież prezydent Andrzej Wnuk własnoręcznie opisując fakturę stwierdził, że jest to – „Urządzenie do pomiaru natężenia dźwięku, Sylwester 2014”.
Zapytaliśmy więc u źródła, czyli w sklepie w którym kupiono urządzenie. Na początku nieoficjalnie jako zwykły klient, czyli przeciętnie zorientowany w technice szpieg. Na pytanie, czy urządzenie służy do pomiaru dźwięku, pracownicy (dwie osoby, niezależnie pytane) zaprzeczyli takiej możliwości. Podczas rozmowy telefonicznej zapewniono nas dodatkowo, że w ofercie sklepu nie ma urządzeń do pomiaru natężenia dźwięku. Podobną odpowiedź otrzymaliśmy, na pytanie zadane oficjalnie, odesłano nas do opisu w którym o wykrywaniu natężenia dźwięku nie ma mowy. Zapytaliśmy również czy jest możliwe, by pracownik sprzedający przez telefon mógł pomylić się w opisywaniu urządzenia. Taką sytuację wykluczyła przedstawicielka SpyShop® Karolina Stankiewicz, zaprzeczając słowami – „Nie jest to możliwe”.
Nieprzeciętne
Cała ta sytuacja jest, delikatnie ujmując niezbyt transparentna, albo jak ktoś woli prawie szpiegowska. Nieznany pracownik magistratu (to informacja wprost nie potwierdzona, być może dzwonił ktoś kto nie pracuje w UM), zamawia urządzenie do wykrywania podsłuchów i nikt nie pamięta kto to zrobił.  Ale najważniejsze w całej tej historii jest to, że urzędnicy wykorzystali to urządzenie do czegoś do czego nie służy, czyli do pomiaru natężenia dźwięku. Taka…  innowacja?
Przeczy temu też fizyka. Fala elektromagnetyczna, a taką wg opisu  wykrywa urządzenie, ma zupełnie inne właściwości niż fala akustyczna, której natężenie badać chce magistrat. W skrócie urządzenie musiałoby mieć zamontowany mikrofon pomiarowy, a jedyne „czujniki” w jakie jest wyposażone to dwie anteny. Jedna pracującą w zakresie częstotliwości od 50 MHz do 6 GHz i drugą działającą w paśmie WiFi 2,4 GHz. Dodać tu warto, że dźwięk słyszalny, który mierzyli urzędnicy to zakres częstotliwości od 5 do 22 kHz.
Jak łatwo zauważyć, najwyższa słyszalna częstotliwość dźwięku to 22 tysiące Hz , a najniższa badana częstotliwość przez zakupione urządzenie to 50 milionów Hz. Pomijając już samą różnicę w naturach tych fal, odległość pomiędzy częstotliwościami jest 2000 razy większa niż różnica między minimalną krajową, a pensją prezydenta.
Dla osób, które nie rozumieją zawiłości związanych z falami proponujemy prosty eksperyment. Potrzebny będzie do niego odbiornik radiowy lub telewizyjny (są to odbiorniki fal elektromagnetycznych) i dwie osoby. Jedna staje przy antenie (najlepiej żeby była ona oddalona od odbiornika) i z całej siły krzycy w jej stronę. Druga osoba po włączeniu odbiornika musi spróbować dostroić go tak żeby odebrał krzyk tej pierwszej. Próbowaliśmy z telewizorem, radiem UKF, CB-radiem i routerem WiFi. Nasz redakcyjny kolega ochrypł, a transmisji ani pomiarów nie udało nam się zarejestrować.
Zakup urządzenia był konsultowany, jak zapewnił nas Marek Gajewski. „Były konsultacje, ale po 9 miesiącach nie jesteśmy w stanie określić, z kim dokładnie”. No oczywiście z jakimś szpiegiem zapewne, może z tym samym co potajemnie zamówił urządzenie – domyślamy się.
Niemożliwe
Tu musimy dodać, że zarówno Marek Gajewski jak i Klaudia Malec twierdzą zgodnie, że urządzenie było wykorzystywane podczas Sylwestra 2014, a według Marka Gajewskiego urządzeniem „badano natężenie dźwięku”.
Dodatkowo Marek Gajewski twierdzi, że – „urządzenie wykorzystywane jest w trakcie różnego rodzaju eventów”. Na pytanie czy są jakieś protokoły z tych pomiarów otrzymaliśmy zdawkową odpowiedź – „nie prowadzimy ewidencji”. Podobną odpowiedź otrzymaliśmy na pytanie kto przeprowadzał pomiary – „brak ewidencji”.  Ale już na pytanie jakie były wyniki pomiarów na Sylwestra 2014 otrzymaliśmy odpowiedź – „Pomiary wykazały, że wartości nie zostały przekroczone”. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo kto, nie wiadomo jak. Wiadomo jednak , że wszystko gra. Jakie wartości? Marek Gajewski wskazuje, że w „W/m2”. Jednak jednostką standaryzowaną przy pomiarach głośności jest dB (decybel) i wszelkie normy odnoszą się do wartości w dB.
Po przejrzeniu 6 instrukcji do różnych sonometrów(bo tak nazywają się urządzenia do pomiaru natężenia dźwięku zdjęcie wyżej), 4 różnych producentów, stwierdziliśmy, że wszystkie wyświetlają wyniki w dB – tylko i wyłącznie. Jednostkę W/m2 stosuje się w naszych krajowych warunkach przy określaniu norm w pomiarach gęstości pola elektromagnetycznego(!).
Paradoksem jest też to, że zakupione urządzenie wskazuje poziom natężenia w dB, z tym że zakres wskazywany przez urządzenie zawiera się  od -30db do +8dB i odnosi się do różnicy poziomów napięcia elektrycznego indukowanego na jego antenach. Poziom dźwięku mierzony przez typowe urządzenia do jego badania (sonometr) mieści się zazwyczaj w granicach od +30dB do +130dB. Więc jeżeli nawet urządzenie mierzyłoby poziom dźwięku, musiałoby mierzyć absolutną ciszę i to w próżni. Poziom dźwięku podczas koncertu rockowego może sięgnąć nawet do +110dB, wskazanie na poziomie +8dB rozbawiłoby każdego akustyka nagłaśniającego „event”.
Niezrozumiałe
Na pierwszy rzut oka kreślą się trzy rozwiązania tej zagadki. Albo celowo zakupiono urządzenie do wykrywania podsłuchów i próbowano to ukryć wprowadzając w błąd opinię publiczną, albo urzędnicy kompletnie nie wiedza co i po co kupują. Trzecia możliwość to pomyłka przy zakupie, pomimo ekspertyz czy doradztwa. Ale przecież „Pomiary wykazały, że wartości nie zostały przekroczone”, więc może urządzenie przerobiono, tylko po co?
Wykrywacz podsłuchów jaki zakupiono w Urzędzie Miasta, przez policyjnych specjalistów klasyfikowany jest jako „zabawka” choć kosztował 1820zł brutto. Sonometr (do pomiaru natężenia dźwięku) w klasie profesjonalnej spełniający wymagania normy IEC 651 (wymaganej przez wiele dyrektyw Komisji Europejskiej i stworzonej przez Międzynarodową Komisję Elektrotechniczną) kosztuje poniżej 500zł, więc przeróbka byłaby głupotą.
Urządzenie zakupiono, jak twierdzi doradca M.Gajewski, na wskutek próśb mieszańców. Oczywiście w kontekście hałasu, jak się domyślamy, jaki generowany jest podczas „eventów”. Tylko po co, skoro Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Zamościu dysponuje skalibrowanym sonometrem i co najważniejsze przeszklonymi pracownikami do wykonywania pomiarów. Dodać warto, że każdy taki pomiar może być  potwierdzony oficjalnym urzędowym protokołem będącym podstawą np. do odrzucenia lub uznania skarg. Bo po co robić pomiary jak nie zostanie po nich żaden ślad, poza stwierdzeniem Marka Gajewskiego, że „wartości nie zostały przekroczone”.
Podobnie ma się sprawa z podsłuchami. Nie ma sensu kupować urządzenia, które ma zasięg 2 metrów i nie wykrywa np. podsłuchów z transmisją laserową, gdy można skorzystać z pomocy służb wyspecjalizowanych posiadających urządzenia wielokrotnie przekraczające możliwościami zakupiony gadżet. Dodajmy, że w sklepie w którym zakupiono urządzenie są też podobnie funkcjonujące za cenę przekraczającą 90.000zł i podobnymi posługują się uprawnione do zapewniania bezpieczeństwa służby.
Niedopuszczalne
Jeżeli jednak na koszt Urzędu Miasta, ktoś zakupił sobie urządzenie tylko po to by się pobawić, albo sprawdzić czy w restauracji w której spotyka się „ważnymi osobami” przypadkiem nie ma nadajnika pracującego w zakresie wysokich częstotliwości, to powinien to zrobić z własnej kieszeni, nie za pieniądze podatników.
Zresztą, co może mieć do ukrycia urzędnik pracujący w urzędzie publicznym, czyli jawnym, transparentnym, w którym pracuje się na rzecz lokalnej społeczności? Innym nurtującym nas pytaniem jest to, czyich podsłuchów zamojski urzędnik się może obawiać. Bo kto w Zamościu zaryzykuje by podsłuchiwać nielegalnie(!) ratuszowych urzędników. Legalnych podsłuchów, takich montowanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne czy Centralne Biuro Śledcze chyba nikt w urzędzie nie powinien się obawiać.
Niepoważne
Być może dopiero teraz mieszkańcy mogą się czuć komfortowo i bezpiecznie. Zamość stanie się zapewne najcichszym miastem na świecie, a do tego nikt nie podsłucha mieszkańców w promieniu 2m od prezydenckiego sekretariatu. Ale uwaga, urządzenie jest przenośne i jak nas zapewniono każdy z urzędników może z niego korzystać, więc strefa „spy free” może objąć także twój dom, Drogi Czytelniku.
Jeżeli dojdziecie do wniosku, że w ratuszu działa szpieg incognito, że konsultowano z nim zakup urządzenia do pomiaru natężenia dźwięku, ale wprowadził wszystkich w błąd. Zatarł też ślady zamawiając urządzenie telefonicznie,  że używał go podczas „eventów”, a mierząc natężenie dźwięku podczas Sylwestra  nie zanotował „przekroczenia wartości” o czym powiadomił (nie zdradzając swej tożsamości) Marka Gajewskiego – nie powiadamiajcie nikogo o swoich podejrzeniach. Szpiedzy nie lubią rozgłosu.
Kiedy urzędnicy miejscy zakupią wykrywacz kłamstw, nie wiemy. Być może zakupiona do urzędu, kilka miesięcy temu, zmywarka ma jakieś dodatkowe funkcje. Przestrzegamy jednak przed ryzykiem. Niektórzy dziennikarze mogą chcieć z takowego wykrywacza skorzystać podczas zadawania pytań o sprawy publiczne.
Na zakończenie kilka filmów reklamujących zalety urządzenia. Na żadnymi nie znaleźliśmy ani „eventów” ani pomiaru hałasu.

 

 

 


 

Oceń news:
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Podpis / Pseudonim

Treść komentarza

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Prosimy o kulturalną dyskusję. Cały regulamin tutaj.