zamosc.tv

Nowy podział chrześcijaństwa

dodano: 06.12.2010

Ślepe zapatrzenie w dawne wieki jest w każdej religii niebezpieczne, bo zamienia ją w intelektualne muzeum.  

Długie lata ruch ekumeniczny wyglądał z grubsza tak, że jest jeden Kościół rzymskokatolicki i cała reszta. Są protestanci i prawosławni, nie za bardzo podobni do siebie, ale coś ważnego ich łączy. To, że nie są wielkim, ale monolitycznym Kościołem rzymskim. Prawosławni nie od razu przystąpili do Światowej Rady Kościołów, ale dość szybko się tam znaleźli wraz z protestantami (i anglikanami), tworząc pewną wspólnotę w opozycji do Rzymu. Opozycji coraz łagodniejszej: Sobór Watykański II zmienił prawie wszystko - ale był taki podział. Wszelako panta rhei. Zarysował się nowy układ - prawosławie i katolicyzm przeciw protestantyzmowi, czyli konserwatyzm kontra liberalizm. Wytłumaczę, skacząc po wiekach i problemach.Można by rzec, że zaczęło się to bardzo wcześnie, wręcz gdy nastał renesans. Co prawda, Luter odnosił się na przykład do humanizmu Erazma z Rotterdamu z wielkim krytycyzmem, ale już Kalwin z mniejszym, a trzeci XVI-wieczny reformator - Ulrich Zwingli - wróżył już chyba nadejście XIX-wiecznej liberalnej teologii ewangelickiej. Całe chrześcijaństwo ma dziś problem: dialog z myślą, mentalnością liberalną, otwarcie na nią (ale jak szerokie?). Jakie są granice chrześcijańskiej tożsamości, tożsamości katolickiej? Jakie są granice chrześcijańskiego, katolickiego rewizjonizmu? Dla owego otwarcia bardzo wiele zrobił Sobór Watykański II, ale wiele spraw pozostało nierozstrzygniętych. Zresztą nadeszły nowe. Antykoncepcja, aborcja, in vitro, homoseksualizm, eutanazja. Otóż w tych różnych sprawach protestantyzm okazuje się "miększy" niż reszta chrześcijaństwa. Nie cały, reformacja była ze swej natury pluralistyczna: Pismo Święte jako jedyne kryterium wiary pozwala na duży pluralizm konfesyjny. Kościoły ewangelikalne (baptyści, zielonoświątkowcy) są o wiele bardziej rygorystyczne niż protestanci tradycyjni (luteranie, reformowani). W sumie jednak reformacyjna rodzina wyznaniowa jest nastawiona bardziej liberalnie niż Kościół katolicki. Oraz Cerkiew prawosławna. Parę miesięcy temu ukazała się po polsku książka patriarchy moskiewskiego Cyryla pt. "Wolność i odpowiedzialność. W poszukiwaniu harmonii". Jest to zbiór szesnastu wypowiedzi prasowych głównego rosyjskiego hierarchy. Teksty różne, ale jakby jeden. Jeden bardzo wyraźny motyw przewodni: konfrontacja raczej niż dialog. Patriarcha dystansuje się wprawdzie od religijnego fundamentalizmu, szczególnie od jego wersji terrorystycznej, padają zdania o dialogu, potrzebie jakiejś wspólnej pracy myślowej, ale dominuje lęk przed liberalizmem jako czymś całkiem obcym duchowo, amoralnym, co gorsza - nietolerancyjnym, zaborczym, ekspansywnym. Strzeżmy wiary. Taka postawa myślowa największej Cerkwi prawosławnej (choć nie jedynej przecież: jest jeszcze na przykład patriarcha ekumeniczny Bartłomiej I, znacznie bardziej "zachodni") zbliża zasadniczo ten ośrodek chrześcijański do dzisiejszego papiestwa. A jeszcze bardziej oddala od protestantyzmu. Dawny sojusz antywatykański przestał istnieć. Cytuję patriarchę Cyryla: "Kościół katolicki i prawosławny w dzisiejszym świecie są naturalnymi i jedynymi sojusznikami w tej okrutnej walce, jaka jest prowadzona między reprezentantami laickiego liberalizmu i nosicielami tradycji chrześcijańskiej. Wraz z katolikami możemy bronić wartości chrześcijańskich".
A chodzi przede wszystkim o dwie sprawy - kapłaństwo kobiet i homoseksualizm. Nie rozwijam tutaj mojej wątpliwości, czy są to problemy teologiczne tego samego rzędu: w Biblii mamy potępienie związków seksualnych osób tej samej płci, ale nie da się z niej wywieść niedwuznacznego zakazu powierzania funkcji duchowych kobietom. Tak czy inaczej, te dwa problemy są osią paradygmatu, który dziś dzieli chrześcijaństwo w zupełnie inny sposób, niż to było jeszcze niedawno. Patriarcha Cyryl powiada: "Strzeżenie i głoszenie nieskażonej normy wiary jest misją prawosławia w świecie, gdyż rezygnacja z Tradycji w istocie oznacza automatyczne uznanie zasady, że wszystko jest dozwolone. W istocie zgoda pewnych denominacji chrześcijańskich na wprowadzenie kapłaństwa kobiet lub udzielanie błogosławieństwa związkom homoseksualnym nie jest czymś innym, jak praktyczną realizacją liberalnego standardu praw człowieka w sferze religijnej. Jest to jeden z wielu przypadków konsekwentnego i ukierunkowanego usuwania z życia i współczesnego społeczeństwa normy wiary i zamieniania jej na liberalny standard. Tragedia części współczesnego protestantyzmu tkwi w przyjęciu tej zamiany i uczestniczeniu w niej".
Zdaniem patriarchy taki stan rzeczy „grozi utratą samoświadomości konfesyjnej aż do całkowitej jej likwidacji w systemie wartości zsekularyzowanego świata”. Patriarcha tak tłumaczy stanowisko Cerkwi: „Protestując przeciwko kapłaństwu kobiet i uznaniu małżeństw homoseksualnych, prawosławni protestują przeciwko samej idei pewnego priorytetu liberalnego standardu (jak wiadomo, mającego nie tylko chrześcijańskie korzenie) nad normą kościelnej Tradycji. W kryzysie ekumenizmu wyraźnie ujawnia się dążenie protestanckiej większości do wykorzystania idei liberalnej jako idei fundamentalnej, pod wieloma względami określającej ekumeniczną etykę i praktykę, przy równoczesnym braku zrozumienia dla tematyki Tradycji. Doprowadziło to (...) do tego, że prawosławni i protestanci stanęli wobec nowych podziałów, mających swe przyczyny w pewnej »absolutyzacji « liberalnych standardów przez teologię protestancką”.Bez histerii W konstruowaniu nowego sojuszu pada jako jego doktrynalna podstawa, jako główny argument - termin "Tradycja". Jest to punkt odniesienia zrozumiały w każdej religii, szczególnie w prawosławiu, które miłuje przekaz duchowy przeszłości o wiele bardziej niż katolicyzm. Takie jednak ślepe zapatrzenie w dawne wieki jest też w każdej religii niebezpieczne, bo zamienia ją w intelektualne muzeum. Jestem daleki od apologii myśli liberalnej: zbyt ona liberalna w niejednej sprawie etycznej, nie twierdzę też bynajmniej, że nie ma ani trochę skłonności autorytarnych. Niemniej dialog z nią jest dla chrześcijaństwa warunkiem dalszego istnienia. Sam przecież kardynał Ratzinger powiedział kiedyś, że chrześcijaństwo i liberalizm muszą się spotkać i wzajemnie zapłodnić. Było to lat temu dwadzieścia, chyba potem autor zapomniał swoje słowa - ale były bardzo ważne. W tym otwieraniu się chrześcijaństwa na świat dzisiejszy protestantyzm służy dużą pomocą. Znów nie twierdzę, że jest nieomylny, że są takowi wszyscy protestanccy biskupi, albo i wszyscy teologowie, lecz przydawał się bardzo dawniej i dziś nie można go skreślać.

Oceń news:
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Podpis / Pseudonim

Treść komentarza

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Prosimy o kulturalną dyskusję. Cały regulamin tutaj.