zamosc.tv

Na co nam pomostówki

dodano: 25.11.2010

Zaledwie 71 tys. osób przeszło na emeryturę do końca września tego roku. Najmniej od 10 lat! Likwidacja wcześniejszych emerytur i zastąpienie ich "pomostówkami" dały już państwu 4 mld zł oszczędności

Dwa lata temu na emeryturę odeszło 340 tys. Polaków. W ubiegłym roku - o 100 tys. mniej. A przez trzy kwartały tego roku - jak się dowiedziała "Gazeta" - zaledwie 71 tys. Jest to efekt reformy, która weszła w życie w styczniu 2009 r. Rząd przeprowadził ją mimo weta prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Reforma odebrała wcześniejsze emerytury blisko 1 mln Polaków: sprzedawcom, kolejarzom, artystom i dziennikarzom. Możliwość wcześniejszego kończenia pracy pozostawiono tylko 270 tys. osób pracujących w najtrudniejszych warunkach, np. przy wytapianiu szkła, żelaza itp. Przewidziano dla nich tzw. pomostówki. Tyle że ludzie nie chcą z nich korzystać. Od styczniu 2009 do września 2010 "pomostówki" wzięły zaledwie 3103 osoby. To trzykrotnie mniej, niż zakładał rząd. - Udało się zwiększyć aktywność Polaków bez podwyższania wieku emerytalnego. Taki właśnie był cel reformy - cieszy się prof. Danuta Koradecka z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, która pomagała przy tworzeniu przepisów. Czy Polacy pokochali dłuższą pracę? Niekoniecznie. "Pomostówki" są mało opłacalne. Ich wysokość zależy od odłożonych składek - im ktoś wcześniej odchodzi z pracy, tym mniej ma pieniędzy na koncie emerytalnym. Pani Barbara pracująca w zakładzie chemicznym wyliczyła, że gdyby załapała się na dawną wcześniejszą emeryturę, mogłaby dostać 1670 zł. Ale jej "pomostówka" byłaby o prawie 400 zł niższa. - Jak ja z tego wyżyję? Jak pomogę dzieciom? Nie odchodzę, będę pracować, dopóki mi zdrowie pozwoli - mówi. Od "pomostówek" odstrasza jeszcze jedna rzecz - kto się na nie zdecyduje, nie może dorabiać do emerytury w swoim zawodzie. - Ludzie zrozumieli, że dłuższa praca bardziej im się opłaci. I pracują - tłumaczy Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. I tak: kobiety po reformie przechodzą średnio dwa lata później na emeryturę, czyli w wieku 57,8 lat, a mężczyźni - rok i cztery miesiące później - w wieku 61 lat. Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR, obliczył, że dzięki likwidacji wcześniejszych emerytur budżet państwa już zarobił, czyli nie wydał 4 mld zł. Z każdym rokiem te oszczędności będą większe. Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z PKPP Lewiatan niedługo będzie to 10 mld zł rocznie, a w ciągu najbliższych 40 lat budżet oszczędzi na tym astronomiczną kwotę 350 mld zł. - Mogliśmy wcześniej zacząć oszczędzać. Szkoda. Gdyby tylko poprzednie rządy były bardziej odpowiedzialne - oskarża Wojciechowski. Do cięć przywilejów - w myśl reformy emerytalnej z 1999 r. - miało dojść już w 2005 r. Ale rządy SLD, a później PiS, Samoobrony i LPR przedłużały uprawnienia na kolejne lata. - Gdyby nie te hojną ręką rozdawane prezenty, oszczędzilibyśmy do dziś dodatkowe 10 mld zł - mówi Wojciechowski. Mimo że liczba nowych emerytów spada, państwo nadal na wypłatę świadczeń przekazuje ogromne dotacje - ponad 70 mld zł rocznie. Ludzie bowiem żyją dłużej, a skasowanie wcześniejszych emerytur nie dotyczy górników, rolników, policjantów i wojskowych. Ich przywileje są gwarantowane przez ustawy branżowe. Przyszłe oszczędności na "pomostówkach" mogą jednak przepaść, jeżeli dziś Trybunał Konstytucyjny uzna, że "ustawa pomostowa" jest niezgodna z konstytucją. Zaskarżyła ją do Trybunału centrala związkowa OPZZ.

Oceń news:
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Podpis / Pseudonim

Treść komentarza

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Prosimy o kulturalną dyskusję. Cały regulamin tutaj.